Wyprawę do La Grave rozpoczęliśmy w lipcu 2009 - wtedy to po 3 tygodniach poszukiwań, wymiany maili i negocjacji zapadła decyjza, że właśnie ta malutka i niezwykla klimatyczna wioska będzie celem naszego freeride-owego tripu.
O słynnej Valley X wielu słyszało, ale niewielu tam było - a na pewno jest to miejscówka warta tego, by pozanć jej legende. Przed wylotem do La Grave uczestnicy campu przeszli weekendowe szkolenie lawinowe w Tatrach - jest to bardzo istotny element jazdy u masywie Le Meije, gdyż teren jest w 100% dziewiczy. Nie tam żadnego sztucznego wywoływania lawin, oznaczonych tras, czy czuwających nad bezpieczeństwem ratowników - po prostu po wyjściu z gondolki widzimy tabliczkę - Unmarked, unmaintained, unpatrolled and unchecked high mountain terrain - Ski at your own risk. Pierwszej nocy udaliśmy się do lokalnego baru na zwiady - garażowa kapela, masa ski bumów i kiepskie piwo - czyli La Grave po całości. Rano poznaliśmy naszego Guide de Montagne - Francois - temat na osobną historię :) Był też ptak, który mieszka w gondolkach na 2400mnpm... I choć pogoda pierwszego dnia nas nie rozpieszczała - ruszyliśmy w teren. Widoczność była na tyle słaba, że nasz przewodnik okazał się niezbędny do nawigowania po górze - m.in zabrał nas w oklice Le Lac (czyli jeziora), do którego schodzi kilka srogich żlebów. W połowie dnia zatrzymaliśmy się w Refuge Chancel - maleńskiej chatce ukrytej pomiędzy skałami na wysokości ponad 2500m i tam posililiśmy się omletem z 20 jajek :) Następnego dni udaliśmy się do Serre Chevallier - ośrodka położonego ok 30 km od La Grave. Na górze obowiązkowe sprawdzenie detektorów... ... i już obie grupy były gotowe na zmierzenie się z ta znakomitą miejscówką... Tego dnia zjeździliśmy sporo ciekawych miejsc, jednak pogoda znów pokazała swoje srogie obliczy i spowiła szyczty gęstą mgłą, co skutecznie podkręciło naszą zajwakę na poszukiwanie gadżetów ternowych - jednym z nich był dobry drop, którego Gnali zaatakował jako pierwszy - w ślad za nim poszedł LeSKi i Wiktor (który na 3 minuty zgubił swój bark na lądowaniu - do dziś jest dla nas zagadką, jak kilka minut później mógł być w 100% formie?? W której zresztą pozostał do samego końca campu). Dzień trzeci powitał nas jak zawsze zapachem świeżych bagietek od przesympatycznej Pani, która z La Grave jest związana od kilku pokoleń. A po bagietkach było słońce ... dużo słońca ... w oczekiwaniu na otwarcie kolejki ... W kolejce do gondloki, gdzie nawet w taki słoneczny dzień poza naszą grupą było może z 30 osób... Droga na górę trwa około 30 minut - z postojem na stacji P1 i przesiadką na P2 - a wagoniki pamiętają budowę kolejki na początku lat 70-tych ... Na szczycie jesszcze 10 minut spacerkiem ... ... i kolejne 5 za ratrakiem, który dowiózł nas do niewielkiej pomy na lodowcu ... Z góry ukazał nam się majestatyczny widok Le Meije, która góruje ponad wszystkim w okolicy... ... kilka luźnych i łatwych skrętów na rozgrzewkę ... i czas ruszać w trudniejszy teren - tu niby łagodny trawers, jednak tuż poniżej świecił się wielki lodowiec - jedym słowem NFZ (No Fall Zone)... Mała przerwa przed kolejnym zjazdem lodowcem - po 3-4 zjazdach (przewyższenie na poziomie 2200metrów) nawet najlepszym zawodnikom nogi odmawiają posłuszeństwa... ... tym bardziej, że w dolnej części jest typowo wiosenny śnieg i setki (dosłownie setki) różnej wielkości lawin, przez które trzeba się ostrożnie trawersować. W tej części kręcilismy też finałowe epizody Fist full of Moguls :) Pod koniec dnia większość grupy jest tak padnięta, że decyduje się na zjazd do naszej Residence des Alpes. Na górze zostaje tylko Goleś, Bartek i Leski - w gondolce zapada decyzja o zaatakowaniu Couloir de la Pointe Trifide (zwanego przez nas Couloir Cosmiue) - w tym też miejscu dochodzi do małego nieporozumienia z naszym Guidem, który nie był przekonany do naszej propozycji (zresztą bardzo niesłusznie, bo warunki śniegowe i pogodowe były tego dnia doskonałe do zjazdów żlebami). Nastepnego dnia (już bez gajda) dniówke zaczynamy od ... sesji zdjęciowej na szczycie (jutro Goleś jedzie już do Val Thorens na finały The North Face Ski Challenge, wiec nie będzie już okazji na mistrzowskie fikcyjne zdjęcia). po sesji częćś ekipy zapina foki i po 40 minutach podejścia ... ...włazimy na przełęcz, z której startuje najbardziej nienormalny zjazd jaki widzieliśmy - 300 metrowe urwisko na początek .. i tylko niecały metr śniegu do przetrawersowania się nad nim. Potem pole śnieżne o nachyleniu ponad 45 stopni powieszone na szczelinami lodowcowymi i zakończone sporym sklanym urwiskiem. Następnie długie kluczenie i trawersowanie pomiędzy ogromnymi serakami, a na końcu kilkaset metrów (vertical drop) nienormalnego zjazdu po lodowcu - w sumie blisko 1300m przewyższenia i około pół godziny jazdy w strefie you fall you die - bez lokalesa znającego drogę i śnieżne mostki nad szczelinami jest to zadanie przerastające nasze dzisiejsze plany... ściągamy foki i decydujemy się na trawers zbocza Le Meije, gdyż Tenczi nadaje przez radio, że znalazł już dobrą miejscówkę do nakręcenia naszego zjazdu... Next day to trip do Alpe D Huez - zapowiadał się kozacko, ale z powodu wiatru cała góra została zamknięta, więc było sporo śmiechów w lower part, gdzie uzbrijeni w cały sprzęt lawinowy, ABS-y i kaski ścigaliśmy się po torze do ski crossu, bawiliśmy w pajpie i sprawdzaliśmy jibbowe możliwości naszych fat powder skis :) Była też przerwa na hamburgera w Club Med i prześmieszna akcja z domkiem, przez którego dach skakaliśmy ... generalnie taki luźny dzień wszystkim dobrze zrobił, bo jak to powiedział Gnali: La Grvae to najbardziej wyczerpująca fizycznie miejscówka w jakiej jeździł. Last day ... co tu dużo pisać ... zaczął się tak jak się zaczął (prawda leży tam gdzie leży) ... a potem było już tylko POWDER HEAVEN !!!! i POWDER TREE SKIING HEAVEN !!! Big THX dla Golesia www.fikcja.pl za foty, dla Tencziego za video, które będziecie mogli zobaczyć gdzieś w okolicach końca lata i dla wszystkich, którzy stworzyli w Valley X niesamowitą atmosferę tego freerideowego wypadu. ps. jest jeszcze historia Dominika - chłopaka z Polski, który siedzi w La Grave całą zimę i na nartach wyczynia rzeczy nienormalne - ale o tym juz w innym czasie i miejscu.
Fotorelacja z wyjazdu
Foto: Tomek Gola / Fikcja.pl |